finał szlaku PCT
Data: 2016-10-26

Przełęcz Snoqolmie okazała się kolejnym kurortem narciarskim, który w okresie zimowym przyciąga miłośników białego szaleństwa. W kurorcie spędziliśmy niecały dzień rozbijając namiot w okolicach szlaku PCT.

Niestety okoliczne zajazdy i motele znajdowały się poza naszymi możliwościami budżetowymi. Udało nam się jednak skontaktować z urzędem pocztowym w Crater Lake, gdzie jakiś czas temu wysłaliśmy paczkę z jedzeniem. Będąc w okolicach Crater Lake nie odebraliśmy jej chcąc „przerzucić ją” do innego miejsca za pośrednictwem poczty. Co się jednak okazało, paczka zaginęła. Niestety poczta w Crater Lake nie może przetrzymywać paczek dłużej niż 2 miesiące o czy nie mieliśmy zielonego pojęcia. Paczka została więc odesłana. Gdzie? Na to pytanie odpowiedzi nie znamy do dzisiaj.

5 października nad radem wyruszyliśmy w dalszą drogę w kierunku przełęczy Stevens Pass. Pierwszego dnia po dotarciu do miejsca o nazwie Lehman Greek postanowiliśmy zawiesić zmagania ze szlakiem na ten dzień. Nad ranem obudziła nas ulewnie padający deszcz i dziwnie falująca podłoga namiotu. Po wyjrzeniu poza próg namiotu okazało się, że nasze buty dryfowały na wodzie a sam namiot znalazł się w centrum sporej kałuży. Plecaki na około 5 cm zapadły się pod „lustem” kałuży.

Po przeprowadzeniu małych prac melioracyjnych, spakowaliśmy sprzęt do przemoczonych plecaków i naładowani negatywną energią ruszyliśmy na szlak. Deszcz towarzyszył nam przez kolejne dni aż do samej przełęczy Stevens Pass. Na dzień przed osiągnięciem przełęczy deszcz zmoczył nas dokumentnie. Plecak a także znajdujący się w nim sprzęt (śpiwory, kurtki puchowe, „suche” ubrania do spania”) przemokły kompletnie. W nocy temperatura spadła do około 0 stopni co w tych warunkach oznaczało mokrą i bardzo zimną noc, gdzie sen wydawał się jedynie pobożnym życzeniem. Dnia następnego po pokonaniu sporych przewyższeń dotarliśmy do przełęczy Stevens Pass, skąd stopem udaliśmy się do miejscowości Bering, gdzie swój dom ma rodzina Dinsmorów, prowadząca tzw. Hiker Heaven. Dzięki gościnności tych aniołów mogliśmy wyprać i wysuszyć przemoczone ubrania a także wziąć gorący prysznic.

Konieczne były także zakupy, mając w pamięci zaginioną paczkę. Pobyt u rodziny Dinsmorów nieuchronnie dobiegł jednak końca. Pogoda się poprawiła, co dawało nam szansę na szybkie i „suche” pokonanie kolejnych kilometrów szlaku. Tak w 3,5 dnia udało nam się pokonać sprawnie około 140 km szlaku, kiedy to pogoda zepsuła się na dobre już do końca szlaku PCT. W okolicach Claudy Pass, zaskoczyła nas ulewa, która następnego dnia przed przełęczą Rainy Pass, zamieniła się w zamieć śnieżną. Z tej przełęczy postanowiliśmy złapać stopa do miejscowości Mazanma, gdzie schronienie hikerom oferował kolejny anioł. Była nim Carolyn ‘Ravensong’ Burkhart, pierwsza kobieta, która pokonała szlak PCT solo. Tam otrzymaliśmy informacje o zbliżającym się huraganie, który lada dzień ma uderzyć w zachodnie wybrzeże stanu Waszyngton. Chcąc uniknąć zdmuchnięcia z grani PCT postanowiliśmy przeczekać te ciężkie warunki. Dodatkowo docierały do nas informacje, że na odcinku od przełęczy Harts Pass po samą granicę z Kanadą szlak został całkowicie zasypany przez obficie padający śnieg. Informacje te nie napawały nas optymizmem, dodatkowo mając na uwadze fakt, że mieliśmy już zakupione bilety na samolot z Vancouver na 19 października. Na dokończenie szlaku daliśmy sobie 3 dni.

PCT16 października stanęliśmy na drodze prowadzącej do Harts Pass. Po około 2 godzinach udało nam się dostać w okolice przełęczy. Droga dojazdowa była pokryta około 30 cm warstwą śniegu, co dawało już nam wyobrażenie o tym jak będzie wyglądać sama przełęcz Harts Pass i końcowy etap szlaku Pacific Crest Trail. Przed osiągnięciem przełęczy, zmyleni jednym ze znaków wskazujących kierunek PCT zgubiliśmy drogę. Na dzień dobry mieliśmy około 4 mil „w plecy”. Po dojściu do przełęczy Harts Pass okazało się, że panują tam warunki całkowicie zimowe, z pokrywą śniegu około 1 metra. Brodząc po kolana w śniegu, torując szlak dotarliśmy w okolice przełęczy Bison Pass, gdzie postanowiliśmy o zejściu ze szlaku i kontynuowaniu wędrówki nieco niższą drogą przeznaczoną dla jeepów. Tam około godziny 18:00, wykończeni torowaniem szlaku postanowiliśmy o rozbiciu namiotu. Poszukując miejsca obozowego natknęliśmy się na niewielką chatkę, która przez nikogo niezamieszkała stała się naszym miejscem noclegowym. Dnia następnego znaleźliśmy się już na szlaku PCT. Po krótkiej naradzie, i skonfrontowaniu mapy i kalendarza, doszliśmy do wniosku, że dalszy marsz szlakiem PCT w tych warunkach nie dawał nam szans na dotarcie na czas.

Wtedy to podjęliśmy decyzję o orientacyjnym zejściu ze zbocza Windy Pass w kierunku jednej z rzek. Idąc w dół tej rzeki dotarliśmy do bardzo mało uczęszczanego szlaku, który ostatecznie miał nas doprowadzić do jednej z alternatywnych dróg prowadzących do szlaku PCT dużo niższą wysokością. Na drodze ku granicy z Kanadą, największą przeszkodą okazała się przełęcz Frosty Pass, którą pokrywała gruba warstwa śniegu. Po jej przekroczeniu i odnalezieniu szlaku PCT mogliśmy już spokojnie kontynuować podróż ku granicy USA.

Po 163 dniach wędrówki, o godzinie 16:28 położyliśmy rękę na słupku symbolizującym granicę pomiędzy USA a Kanadą. Pełni euforii połączonej z piekielnym zmęczeniem, pogratulowaliśmy sobie wzajemnie i zrobiliśmy kilka pamiątkowych zdjęć.
Szlak PCT się jednak nie kończył, przed nami był jeszcze 14 km odcinek od granicy do autostrady nr 3, która w rzeczywistości wyznacza koniec szlaku. Około godziny 21:00 dotarliśmy do wspomnianego miejsca, czyli z sukcesem dotarliśmy do końca szlaku PCT. Dzięki uprzejmości jednego z pensjonatów mogliśmy się wykąpać, zjeść zasłużoną kolację i na spokojnie planować powrót do domu.



Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *