buty hrt urban 5.11
Autor: admin
Data: 2011-02-01

HRT to skrót od słów Hostage Rescue Team -jednostki do uwalniania zakładników. Takim skrótem określa się jedną z najlepszych jednostek antyterrorystycznych w USA -FBI HRT.

HRT to obok jednostek SWAT synonim szybkiego i bezkompromisowego uderzenia na terrorystów, wszelkich szaleńców, mafię, dilerów narkotyków i w każde zapalne miejsce na terenie Stanów Zjednoczonych. W Polsce jak mówimy o najlepszych policjantach to na myśli mamy BOA (Biuro Operacji Antyterrorystycznych) takie samo uczucie maja amerykańscy obywatele słysząc skrót HRT.

Firma 5.11 kilka lat temu wprowadziła do oferty buty przeznaczone do użytku właśnie przez operatorów takich jednostek jak HRT. Stąd też zapożyczenie nazwy.

HRT działa cicho, szybko i skutecznie. Takie tez są buty HRT Urban.

Na pierwszy rzut oka nie przypominają jakiś butów o specjalnych właściwościach. Ot..to samo co u konkurencji.

Jednak jak miałem się niedługo przekonać są zaprojektowane zgodnie z wszystkimi kanonami i spełniają kryteria butów taktycznych. Model HRT bardzo przypomina konstrukcją i wyglądem do modelu Advance. Nie ma jednak rozpinanego zamka z boku. Są to klasyczne wysokie na 8 cali buty wykonane z pełnej skóry licowej w połączeniu z nylonem 1200D.

Buty są lekkie. Na myśl przychodzą mi od razu modele Magnum Clasicc, które wkradły sie na rynek jako pierwsze taktyczne adidasy kilkanaście lat temu. Magnumy przy HRT to ciężki i niewygodne trepy. Miałem na nogach oba modele i mogę je porównać dzięki temu wiem też skąd ta różnica w cenie.

 

buty hrt urban 5.11 buty hrt urban 5.11 buty hrt urban 5.11

 

W HRT nie istnieje cos takiego jak rozchodzenie buta. Nie mamy problemów z twarda skórą czy podeszwą. Nic nie musi się dopasowywać lub wyrabiać. Ten but po założeniu na nogę jest już jak twoja druga skóra.

Miałem możliwość sprawdzić wszystkie zalety HRT na imprezie terenowej „Marsz Prawdy”, jaka odbyła się w Listopadzie 2010 roku.

Mam kilkanaście par butów, szykowaliśmy się wraz z Olkiem do szybkiego przejścia trasy stąd zacząłem rozglądać się w szafie za czymś, co będzie lekkie, ale jednocześnie da się w tym wykonywać jakieś militarne zadania. Niestety nie ma idealnych butów i albo jedne okazywały się za ciężkie a drugie znów nie zapewniały żadnej wodoodporności. Nie wiedziałem jak będzie na trasie, ale właśnie bałem się, że spadnie śnieg lub deszcz jak to zawsze zdarzał się na Marszu Prawdy. Dlatego też but musiał mieć membranę, aby mokre stopy nie zatrzymały mnie w połowie marszu.

Zastanawiałem się grubo nad trainerami, ale właśnie ich przewiewność zdecydowała, że odpuszczę je sobie.

Moją uwagę natomiast zwróciły HRT. Miałem je w szafie już jakiś czas, ale nie miałem okazji, aby przejść w nich więcej niż kilka kilometrów.

Postanowiłem, że sprawdzę ten model. Był lekki miał membranę sympatexową, czyli kwalifikował się do tego zadania.

Do rajdu miałem jeszcze ponad tydzień. Chodziłem non stop w HRT, aby sprawdzić czy mnie nie zawiodą. Choć wcześniej takie testy różnie się kończyły, bo nie raz sprawdzone buty na krótkich dystansach, które miałem ponad rok w krytycznej sytuacji zabijały mnie na 48 kilometrze.

Nadszedł czas imprezy. Jeszcze chwile się wahałem czy nie wsadzić do plecaka lekkich butów trialowych. A pal sześć ….najwyżej zdechnę –tak sobie pomyślałem.

 

buty hrt urban 5.11 buty hrt urban 5.11 buty hrt urban 5.11

 

Trzeba wybierać między tym, co będzie się dźwigać a tym, co będzie się z nami działo. Kilka razy przekonałem się o tym na własnej skórze. Liczy się podejście. Jak zadecydujecie że obniżamy wagę plecaka i nie zabieramy goretexu to musicie mieć mocna psyche bo znając prawo Murphego na pewno spadnie deszcz. A zadanie wtedy i tak trzeba wykonać.

Cała nasza wyprawa miał być na lekko. Lekkie buciory, mało sprzętu. Lekkie ciuchy, mało żarcia. Jak się później okazało nawet nie trzeba było zabierać oporządzenia i atrap broni. Temu się jednak sprzeciwiłem i jako twórca pierwszego marszu Prawdy postanowiłem że poniosę moja wierną replikę AK która cholera waży jednak te 3,5 kg ;-)

Nadszedł czas startu. Pogoda była ładna, świeciło słoneczko i rozpędziliśmy się ostro.

W takich momentach, jeśli używasz butów z membraną to stopa może zacząć obwicie się pocić. Ja założyłem standardowe skarpety termoaktywne 5.11 i nie czułem żeby moja stopa pływała w bucie. To znaczyło, że membrana nadąża z regulacją termiki i byłem z tego zadowolony. Nie raz, marzły mi stopy, bo membrana w butach okazywała się workiem foliowym z reklamówki TESCO. Tutaj Sympatex pokazał, co potrafi.

Pierwszy postój po około 5 kilometrach na lekkie sprawdzenie sprzętu, wyciagnięcie kijków trekkingowych oraz zasypanie stóp talkiem. Ja po krótkim zastanowieniu postanowiłem nie ingerować w to, co dzieje się w moich stopach.

Szliśmy tak i szliśmy. Czasem nawet biegliśmy. Tempo marszu było naprawdę ostre.

Dopiero gdzieś na dwudziestym którymś kilometrze schodząc z górki poczułem dziwny ucisk na prawej stopie. Uciskało mnie na pięcie. Niestety taki marsz to nie jest bajka, więc nie było czasu na postój i herbatkę. Trzeba było iść.

Zresztą dziwny ucisk znikł po jakiś trzech-czterech kilometrach. Teraz już było komfortowo.

Powoli zaczęliśmy zwalniać. Trzydzieści kilka kilometrów robi swoje. Niby trasę znamy, plecaki lekkie, ale jednak. Czas i nieustanny marsz męczy niemiłosiernie. Jednak, jeśli chodzi o stopy-byłem zadowolony.

 

buty hrt urban 5.11 buty hrt urban 5.11 buty hrt urban 5.11

 

Końcówka była tragiczna, bo przekonani, że ktoś może nas wyprzedzić ostatnie dwa-trzy kilometry biegliśmy na metę. Myślałem, że wyzionie ducha. Ale się udało.

Byliśmy pierwsi na mecie, ale nie udało nam się wygrać. Zresztą nie moglibyśmy, bo startowaliśmy dla sportu po za konkurencją. W sumie to zmagaliśmy się z własnymi słabościami a nie z innymi patrolami.

A co z butami?

Naprawdę nic. Zero ucisków, obtarć, bólu. Rajd skończyliśmy około północy i buty ściągnąłem dopiero w środku nocy jak dostaliśmy się na miejsce startu do Częstochowy. Dopiero wtedy jak zobaczyłem prawą pietę zrozumiał skąd pochodził ucisk. W tym miejscu zrobił mi się pęcherz, ale przez to, że go zignorowałem a ocierał się on o buta został praktycznie starty z mojej stopy. Nie bolało, nic nie czułem.

Byłem wtedy naprawdę mocno zadowolony z butów. Okazały się wygodnymi, mocnymi trepami, w których można i biec i działać w lesie i mieście.

Teraz wrócę jeszcze do genezy powstania takiego modelu. HRT powstały jako lekkie obuwie taktyczne dla pracowników służb mundurowych. Maja zapewniać pewne i wygodne trzymanie nogi w każdych warunkach. Zastosowano w nich membranę symaptexowa, która zabezpiecza stopy przed wilgocią i śniegiem. W ich konstrukcji nie zastosowało nawet grama metalu. Dzięki temu są idealnymi butami dla pracowników lotnisk i służb, które często korzystają z bramek wykrywających metale. Sprawdzą się także w grupach EOD –saperów wojskowych i policyjnych. Brak metalu jest istotna zaletą w sytuacjach gdzie byle impuls może wywołać wybuch.

Podeszwa identyczna jak w modelu Advance, olejoodporna zapewniająca dobry komfort na każdym podłożu. Jednak ze wskazaniem na asfalt i działania miejskie. Na piętach zastosowano wstawki z materiału Armortex, które mają zapobiegać szybkiemu wycieraniu się buta w tym miejscu podczas zjazdów na tzw. szybkiej linie.

Czubki butów zostały oblane gumą, co zabezpiecza przed ich szybkim zniszczeniem.

Wadą może się wydawać brak metalowych oczek, ale gdy się do tego przyzwyczaimy i nie będziemy mocno ciągnęli sznurówek przestaniemy na to zwracać uwagę.

Mogę z czystym sumieniem polecić model HRT Urban jako buty taktyczne.

 

buty hrt urban 5.11 buty hrt urban 5.11 buty hrt urban 5.11
buty hrt urban 5.11 buty hrt urban 5.11

rękawiczki 5.11 tac-nfo2
Autor: admin
Data: 2011-01-29

Od jakiegoś czasu 5.11 zaczęło wprowadzać do swojej oferty rękawiczki taktyczne. Jest to owoc współpracy z Jefem Gonzalesem byłym żołnierzem Navy Seal. Na początku rękawiczki były –można by napisać –siermiężne. Pierwsze modele, które miałem możliwość używać były najprostszymi rękawiczkami taktycznym na rynku. Jedyną innowacją było specjalne szycie czubków palców o nazwie Tactical Touch które miały w założeniach poprawiać czucie. Rzeczywiście ten patent działał nawet dobrze. W produktach, które używałem dotychczas z reguły w miejscu gdzie powinniśmy mieć najlepsze czucie podczas wykonywania delikatnych prac znajdował się akurat wielgachny szew, który psuł efekt czasem nawet najlepiej dopasowanej rękawiczki.

Dziś 5.11 rękawiczki wykonuje w kooperacji z firmą Ironclad Performance Wear. Są to zupełnie inne bardzo zaawansowane produkty.

Rękawiczki w działaniach taktycznych nie ważne policjanta czy żołnierza to dziś nie fanaberia czy moda. To jeden z ważnych elementów, który pozwala wykonywać zadania, jakie są stawiane pracownikom służb mundurowych. Rękawiczki nie służą tylko do ochrony dłoni przed zimnem. One znacznie polepszają kontrolę broni podczas strzelania, zabezpieczają dłoń przed drobnymi urazami, jakie mogą się zdarzyć, gdy liczy się szybkość podczas działań typu CQB, chronią przed płomieniami, szkłem, płynami, brudem, gorącem. Obok hełmu i okularów są jednym z najistotniejszych elementów we współczesnym wyposażeniu operatora.

 

rękawiczki 5.11 tac-nfo2 rękawiczki 5.11 tac-nfo2 rękawiczki 5.11 tac-nfo2

 

Wyobraźmy sobie sytuację, że policjant grupy AT wchodzi po drabinie na drugie piętro gdzie za sekundę jego koledzy wysadzą okno, którym rozpocznie się szturm do pomieszczenia. Wyobraźmy sobie, że wewnątrz terrorysta przetrzymuje kilku zakładników. Jest wcześnie rano, mokro od rosy i zimno. Drabina jest śliska. Operator w jednej dłoni dźwiga karabinek HK416 wraz z zamontowanym celownikiem holograficznym, tłumikiem dźwięku, chwytem przednim, celownikiem laserowym i latarka taktyczną. Na udzie ma pistolet typu Glock, na drugim udzie zapasowe magazynki. Pod kamizelką szturmową dźwiga ciężką kamizelkę balistyczną wraz z czterema płytami ceramicznymi. Na głowie maska przeciwgazowa, system łączności i hełm kompozytowy. Powolutku skrada się na wysokość parapetu…sekundy dzielą cały zespół szturmowy od rozkazu ataku, który zabrzmi w słuchawkach. Operator jest pod parapetem bezpieczny, bo 150 metrów dalej, na dachu budynku naprzeciw szturmowanego okna obok komina leży nisko ukryty strzelec wyborowy wraz ze swoim obserwatorem. Jeśli ktokolwiek podejdzie do okna i otworzy usta w zdziwieniu, bo zobaczy czubek hełmu typu MSA TC3002 z zamontowanym na czubku światłem stroboskopowym to za nim sygnał z jego mózgu ruszy w szalonym impecie do ust, aby wykrzyczeć ostrzeżenie do kolegów…jego rdzeń kręgowy rozpadnie się na kilka części. Tak naprawdę nigdy nie dowie się, co go spotkało. To oczywiście dla niego czarny scenariusz…niech nie podchodzi do okna.

Nasz operator naładowany adrenaliną siedzi na końcu drabiny, uda delikatnie drżą czekając na sygnał do skoku przez okno. Jak tylko usłyszy w słuchawkach …mam kontrolę, mam kontrolę, mam kontrolę… NAPRZÓD…. NAPRZÓD….da jeszcze sekundę operatorom którzy zwisając na linach nad oknem a którzy za pomocą ładunków na wysięgnikach wysadzą okno ..ostatni element który dzieli operatora od zwycięstwa.

I nagle jest. Wszystko działa jak w dobrze nakręconym zegarku, słychać komendy i potwierdzenia w słuchawkach, jest huk zwoju lontu detonującego, który ma za zadnie wybić szybę. Co tam wybić …..on ja wydmuchuje do wewnątrz, wybuch i ciśnienie które za nim idzie. Jednocześnie , no może ułamek sekundy który da się tylko zaobserwować w zwolnionym tempie na kamerze później już po kolacji gdy na spokojnie będą analizować wszystkie elementy szturmu, operator zrywa się jak wystrzelony z procy w kierunku okna. Jeszcze dobrze nie opadły wszystkie odłamki, pali się zasłona, drabina zamontowana na specjalistycznym pojeździe MARS drży od wybuchu. I nagle precyzyjna akcja zdaje się tracić na impecie. Jest to zbieg wszystkich drobnych elementów, które tworzyły ten obraz. Czasem ktoś mówi, że nie ważne są szczegóły. Ale ja znam inne powiedzenie-diabeł tkwi w szczegółach. Tutaj precyzyjnie ustawiona piramida zaczyna się walić na łeb, na szyję.

Antyterrorysta skoczył do okna, które było oddalone o 30-40 centymetrów od drabiny, w tym samym czasie zadrżał cały podest, na którym stał pluton szturmowy. Cała konstrukcja zaczęła pracować bo wraz z naszym człowiekiem ruszyła pozostała 5 operatorów. Ten ruch dał dodatkowe 20-30 centymetrów odchyłu. Razem to już prawie metr. Niby nic, ale operator był przygotowany dokładnie na te 30. Do tego dochodzi parapet wykonany z cienkiej blachy. Koniec drabiny, mimo że mocno ryflowany jest cały mokry od zimnego poranka. I stało się..umyka noga. Mimo że producent podawał na przetargu, że Vibram na podeszwie jest antypoślizgowy to jakimś głupim cudem pierwszy raz w życiu noga ucieka nie tam gdzie policjant by chciał. Jedynym ratunkiem jest złapać się okna…a raczej tego, co z niego zostało. To trwa w ułamkach sekund. Snajperzy dopiero zaczęli lekko unosić brew do góry. Jeszcze nawet nie zdążyli pomyśleć o meldunku do dowództwa. Ale to się dzieje. Operator spada. Ostatnim jego pomysłem …nawet nie. Nie pomysłem…wyczuciem, intuicją, wyuczonym sprytem chwyta się ramy okiennej dwoma rękami. Broń, którą wcześniej trzymał w prawej dłoni spada w dół. Nie daleko. Jakieś 40 cm. Tam zawiśnie na specjalnym pasie do broni. Zresztą w tej chwili to jest walka o życie. Nawet gdyby karabinek spadł a jego optyka i akcesoria roztrzaskały się na drobne części to operator może walczyć jeszcze pistoletem i sporym zapasem magazynków do niego. Być może nawet zdąży sobie przypomnieć ostatnie szkolenie z kolegami z USA. Tamci goście z jednostki FBI HRT noszą dwa pistolety oprócz karabinka. Ale jego karabinek wisi już pod parapetem. Dłonie kurczowo trzymają ramę.

Aby nie zatrzymać impetu ataku dwójka praktycznie w momencie upadku chwyciła operatora za uchwyt ewakuacyjny na kamizelce. Uderzenie było jednak tak silne, że siły rozłożył się i na dłonie drugiego policjanta i na dłonie zaciśnięte na ramie okiennej.. Trójka w tym samym momencie przemknęła obok całej tej sytuacji. Doświadczony policjant wiedział że ten body team sobie poradzi …zmieniły się priorytety i teraz on musiał wykrzyczeć w zadymionym pokoju słowa które wywołują łzy na twarzach zakładników na całym świecie …POLICJA! NIE RUSZAJ SIĘ! NA ZIEMIE!.

Już po wszystkim. Karetki zabierają zakładników w odosobnione miejsce, aby porównać zeznania, ranni są opatrywani. Terroryści poddali się i trafili pierwszym transportem na komendę. Nasz operator poklepywany przez kolegów siedzi już w furgonetce. Pali papierosa. Nie takie rzeczy się działy podczas ćwiczeń, więc nie jest zdziwiony. Zawsze jest margines błędu. Ale było blisko. Mógł spaść z drugiego piętra na głowę. Połamać się. W zadumie patrzy na dłonie. Skóra na rękawiczkach jest poprzecinana. Widać gdzieniegdzie skórę dłoni. Nie widać jednak krwi. W ramie pewnie były jeszcze kawałki szkła. Dobrze, że obok dobrej broni dostają jeszcze takie rękawiczki….

 

rękawiczki 5.11 tac-nfo2 rękawiczki 5.11 tac-nfo2 rękawiczki 5.11 tac-nfo2

 

Myślę, że historia może być prawdziwa. Sam kiedyś miałem podobną ale nie aż tak medialną. Po prostu podczas wchodzenie przez okno na ćwiczeniach CQB chwyciłem się ramy gdzie rzeczywiście było szkło. To był ostatni raz, gdy w czarnej taktyce zastosowałem rękawiczki bez palców.

Opisując to zdążenie chciałem zwrócić uwagę jak ważne są dobre i dopasowane rękawiczki w dzisiejszych taktycznych zadaniach.

Takim produktem jest ostatnio wprowadzony do sprzedaży model wykonany z NOMEXu o nazwie TAC-NFO2 w kolorze Coyote.

Charakterystyka;

– wykonane ze skóry i nomeksu zapewniającego lepszą ochronę przed ogniem

– część chwytowa oraz wzmocnienia wykonano ze skóry cielęcej

– podwójne wzmocnienia miejsc newralgicznych

– system Tactical Tough zapewnia idealne czucie chwytanych przedmiotów

– skórzany panel na mankiecie do szybkiego zakładania

Miałem przyjemność testowania tego modelu podczas ćwiczeń SERE oraz trzydniowego kursu survivalowego. Sprawdziły się bardzo dobrze. W nocy temperatura spadła do -10 mimo to rękawiczki sprawdzały się wyśmienicie. Nie mogę napisać, że było mi w nich wtedy ciepło. Ale liczyło się czucie i możliwość wykonywania delikatnej pracy. Na zdjęciach widać że nieraz trzeba działać prawie jak chirurg ;-)

 

rękawiczki 5.11 tac-nfo2 rękawiczki 5.11 tac-nfo2 rękawiczki 5.11 tac-nfo2
rękawiczki 5.11 tac-nfo2 rękawiczki 5.11 tac-nfo2

pas taktyczny 5.11 trainer
Autor: admin
Data: 2011-01-25

Zauważyłem pewną łatwość w nazewnictwie niektórych części oporządzenia. Często to samo słowo odnosi się do bardzo dużej ilość przedmiotów. Wydaje mi się, że podobnie jest w sytuacji przedmiotu o nazwie pas taktyczny. Pod pojęciem pasa taktycznego ja rozumiem przyrząd na którym zawieszamy lub pomaga nam w zawieszeniu pewniej, określonej ilości sprzętu wykorzystywanego podczas pracy. Niestety w moim rozumieniu często błędnie nazywamy pasem taktycznym pas rescue. Właśnie takim pasem rescue jest Pas firmy 5.11 Trainer.

Firma 5.11 Tacitcal oferuję trzy rodzaje pasów: Największy i zarazem najtwardszy to pas Operator także z najgrubszą sprzączką od pasa, najmniejszy to TDU, który nie jest pasem rescue a zwyczajnym paskiem do spodni, ja natomiast w tym artykule postaram się przybliżyć użyteczność paska średniej wielkości Trainera.

Wspomniany pas mam na swoim prywatnym wyposażeniu od dwóch lat i podobnie jak plecak firmy 5.11 używam go non-stop. Bez znaczenia czy mam na sobie spodnie wojskowe, bojówki czy dżinsy – pas rescue mam zawsze na sobie – może tylko nie miałem go na sobie podczas pracy w garniturze gdyż szlówki spodni są zbyt małe na pas Trainer :)

Pod nazwą pas rescue ukrywa się urządzenie, które ma za zadanie trzymać spodnie aby nie spadły (jak każdy pas) oraz urządzenie które wykonuję prace uprzęży wspinaczkowej.

Pod względem bezpieczeństwa i pracy jako uprząż wspinaczkowa pas 5.11 Trainer sprawdza się w 100% – czyli zawieszając cały ciężar ciała na sprzączce paska pas bez problemu nas utrzyma.

Producent podaję iż sprzączka wytrzymuję statyczne obciążenie 2721 kg (600lb) jest to wystarczająca wartość aby pas zadziałał jako awaryjna wersja uprzęży wspinaczkowej.

Tak się składa, że słowo awaryjna wersja jet bardzo ważne gdyż nie życzę nikomu dłuższego zjazdu na tym pasie. Bez wątpienia da się to zrobić, ale jest to bardzo bolesne. Cały ciężar ciała koncentruję się na grubości pasa – około 4 cm. Ogromny ból w okolicy miednicy oraz ciągła praca mięśni pleców, brzucha oraz szyi uniemożliwia dłuższą pracę. Próbowałem zjeżdżać na pasie 5.11 Trainer z kilku większym skał i udawało się to bez problemu tylko jak wspomniałem z dużym bólem. Jednakże gdybym musiał powiedzmy ewakuować się z płonącego budynku zrobił bym to bez problemu. Uczucie bólu jest tematem subiektywnym – ja jestem dość szczupły, ale gdyby ktoś kto ma więcej mięśnia piwnego operował by w takich samych warunkach pewnie odczuwał by mniejszy ból.

Pas 5.11 Trainer został wzmocniony nylonem Permastiff, daję to możliwość wieszania na naszym rescue dużej ilości oporządzenie bez obawy, że pas się wygnie albo nie utrzyma odpowiedniego kształtu. Jeśli założymy na zwyczajny pas do spodni kaburę, ładownicę i dodatkowo kilka gadzetów to okaże się, że nasz pasek zaczyna się odkształcać i oprócz tego, że brzydko wyglądać to także jest niewygodny – w pasie rescue Trainer takie zjawisko nie wystąpi.

Historia pasu określanego nazwami Rescue Rigger Belt , emergency Rescue Belt, Last Resort Belt, Instructor Belt opiera się o załogi samolotów transportowych amerykańskiej armii, którzy pierwsze wersje pasów rescue wykonywali z taśm transportowych.

Pod względem służb mundurowych pas rescue najlepiej sprosta oczekiwaniom w zadanach CQB oraz MOUNT gdzie niezbędna jest improwizacja oraz bardzo szyba możliwość założenia odpowiedniego stanowiska do operowania z użyciem sprzętu linowego. Wystarczy, że dwóch operatorów będzie wyposażonych w system pasów rescue. Jeden z żołnierzy służy jako stansowisko zjazdowe, zapiera się o kant okna lub podobną przeszkodę, która spowoduję iż będzie pewnie oparty. Operator wykonujący zjazd wpina się liną w rescue belt kolegi i już bez większych problemów może wykonać improwizowany zjazd na piętro poniżej. Podstawową zaletą tej techniki jest brak jakichkolwiek uprzęży, dużej ilości sprzętu potrzebnego do założenia stanowiska oraz natychmiastowa możliwość do dalszego działania. Niewątpliwie pod względem bezpieczeństwa jest to dyskusyjne, ale w wypadku operowaniu w warunkach kontr-terrorystycznych jest to bez wątpienia dopuszczalne.

Wcześniej wspomniałem iż zjazd na rescue belcie jest po prostu bolesny, ale można to minimalizować odpowiednią techniką pracy na linie. Podczas zjazdu z budynku ciało powinno być prostopadle do ściany gdyż w ten sposób minimalizujemy rozkład sił na pasie i przykładamy siłę tylko w okolicy bioder, gdy zaczynamy się przekrzywiać wtedy pas „dotyka” większej ilości ciała co jest mniej miłe :)

Ja osobiście najczęściej wykorzystuję właściwości Rescue Rigger Belt podczas szkoleń i pracy na linach, gdzie bardzo szybko muszę postawić stanowisko do zjazdu dla kursantów i z racji braku czasu nie bawię się w zakładanie uprzęży – po prostu wpinam zabezpieczenie w swój pas 5.11 Trainer.

Czytelnicy tego magazynu mają rabat w wysokości 10% na opisywane produkty !

 

pas taktyczny 5.11 trainer pas taktyczny 5.11 trainer pas taktyczny 5.11 trainer

plecak 5.11 rush 12
Autor: admin
Data: 2011-01-20

Model Rush 12 wprowadzono do sprzedaży na początku 2010 roku. Miałem przyjemność oglądania go na targach IWA i przyznam się że od razu zachwycił mnie ten model. Wspominałem już o nim na blogu gdy opisywałem marsz na 50 km. Wybrałem go wtedy do przenoszenia wyposażenia. Nie zawiodłem się na jego konstrukcji. Nie było chwili w marszu żebym żałował tej decyzji. Później wybrałem go znów, gdy wraz z Aleksandrem uczestniczyliśmy w Marszu Prawdy. Też nie miałem do niego żadnych zastrzeżeń.

A dlaczego jest dobry? Dlaczego mnie urzekł?

5.11 już od jakiegoś czasu miało w ofercie dwa plecaki. Model Rush 24 i Rush 72. Nazwy są odzwierciedleniem ich przeznaczenia. Model 24 jest propozycja na jednodniowe (dobowe) zadanie a model 72 jak łatwo można sobie wydedukować jest plecakiem tzw. trzydniowym. Nie wchodzę tutaj w polemikę czy da się w takie plecaki zapakować na trzy dni. Wszystko zależy od tego, co robimy i w jakich warunkach działamy. Jednak w nomenklaturze amerykańskiej nazwa „3-days” w opisie plecaka już przyjęła się na dobre. W sumie oznacza ona, że plecak przeznaczony jest do patrolu trwającego maksymalnie 72 godziny bez zabierania śpiwora. Wchodzi do niego wtedy tylko zapas bielizny, dodatkowa warstwa odzieży, ale przede wszystkim zapas żywności, wody oraz sprzętu niezbędnego do wykonania misji.

Oba modele i 24 i 72 miałem przyjemność nosić i używać. Zauważyłem, więc potrzebę posiadania mniejszego plecaka codziennego. Model 24 był czasem za duży nawet na jednodniowe wycieczki. Chodź w wyborze plecaków kieruje się zasadą „duży może więcej” to jednak tęskniłem za czymś bardziej kompaktowym.

No i stało się. Model 12 wszedł do oferty jako uzupełnienie dostępnych już plecaków.

Jak on wygląda?

Konstrukcja bazuje na znanej już z wcześniejszych modeli bryle. Mamy, więc plecak jednokomorowy z olbrzymia ilością kieszeni. Najbardziej charakterystyczna rzeczą dla tego, jak i innych modeli 5.11 jest duża zewnętrza kieszeń zapinana na zamek. Swoisty organizer. Identyczne też we wszystkich plecakach są rozwiązane plecy i integralna kieszeń na camelbaka.

Wszystkie plecaki wykonano z wytrzymałego nylonu o gramaturze 1050D. Zbliżony jest on wytrzymałością i fakturą do cordury 500-700. Nosze model 12 non-stop do pracy i na wyjazdy i nie zauważyłem żadnych śladów zniszczeń czy przetarć, co świadczy o tym, że ten materiał jest wystarczający.

Największą jednak zaletą wszystkich modeli 5.11, której brakuje w plecakach konkurencji jest możliwość rozpięcia całej przedniej ściany. Dlatego tez pozbyłem się wcześniej wykorzystywanego modelu Maxpedition Condor II. Tam, gdy wrzuciłem jakąś rzecz do plecaka czasem dowiadywałem się o niej kilka tygodni później. Wnętrze plecaka tworzyło swoisty labirynt. A gdy już wybierałem się na dłuższą eskapadę to pakowanie się przez wąski otwór nie należało do przyjemności. W modelu Rush 12 natomiast jest to bardzo sprytnie rozwiązane. Kładziemy sobie plecak na ziemi (systemem nośnym do podłoża) rozpinamy przednią część i swobodnie układamy to, co chcemy zabrać. Ten patent jest naprawdę świetny i tak jak wcześniej pisałem nieznany u konkurencji. Można się spierać czy takie wykorzystanie zamków sprzyja wytrzymałości konstrukcji. Jednak przy zastosowaniu markowych zamków i odpowiednio przemyślanemu projektowi nie ma się, co martwić. Je nie zauważyłem żeby zamek gdzieś miał tendencje do awarii. Pamiętajmy też, że nie jest to plecak na wędrówkę na koniec świata, więc nie przesadzajmy z tym stwierdzeniem, że zamek jest zły w plecaku patrolowym. Maxpedition robi tylko tak zapinane plecaki i nie zauważyłem żeby to ktoś negował. Dodatkowym wzmocnieniem boków plecaka może być taśma kompresyjna, która idzie ukośnie. Jest zapinana na fastexa. Można za jej pomocą dopiąć karimatę, choć jeden punkt może wydać się mało wystarczający.

System nośny jest identyczny w każdym plecaku. Plecy posiadają cztery gąbki, które maja polepszać cyrkulację w tym miejscu. Całość jest usztywniona i jest to wystarczająca do przenoszenia nawet większych ciężarów.

Szelki są profilowane i na ich powierzchni znajdują się po cztery taśmy systemu MOLLE/PALS. Można tam dopinać kieszenie na ekwipunek, którego będziemy potrzebowali w czasie podróży; telefony komórkowe, GPS, latarki itp. Szelki też mają możliwość szybkiego awaryjnego wypięcia. Na końcu każdej szelki zamiast standardowego regulatora wszyto zapięcie typu fastex. Zastosowano też możliwość podpięcia prostego pasa biodrowego. Jeśli mamy kawałek taśmy 40mm i zapięcie możemy sobie szybko zmajstrować taki pas, co znacznie polepszy wygodę dźwigania plecaka.

Za systemem nośnym a między komorą wstawiono specjalna integralną kieszeń na system hydracyjny. Dzięki takiemu umiejscowieniu nie trzeba rozpakowywać plecaka, aby dolać wody podczas podróży. Kieszeń ta nie jest izolowana. W lato, gdy plecak jest ogrzewany mocno naszymi plecami woda przenoszona w samym miękkim pojemniku może się mocniej ogrzewać. Ratunkiem jest noszenie pojemnika razem w neoprenowym pokrowcem.

Na szczycie plecaka znajduje się ciekawa kieszonka, której także brakowało mi u konkurencji. Jest to wyścinała kieszeń na okulary. Przypomnijcie sobie jak często narzekaliście, że nie ma gdzie schować okularów w czasie marszu, gdy nie ma słońca. Miejsce to jest idealne, bo nigdy nie mamy tak zapełnionego plecaka, aby tam cos groziło okularom. Nie działają tam tez żadne siły związane z systemem nośnym i nie siadamy na plecaku w tym miejscu tak, więc są bardzo duże szanse, że nasze okulary dotrwają do powrotu do domu.

Jeśli chodzi właśnie o takie przemyślane schowki i kieszonki to plecak Rush 12 bije na głowę produkty ze swojej półki cenowej. Tutaj jest tyle kieszeni i przegródek, że praktycznie nie mamy szans na ich zapełnienie.

Zaczynając od głównej kieszeni mamy wewnątrz niej ;

-dwie małe przegrody na magazynki

-kolejne dwie przegrody na magazynki na drugiej stronie kieszeni

-kieszeń na długopisy

-dużą przegrodę

-kieszeń zapinana na zamek

-dwie taśmy do dopięcia kluczy lub drobnego sprzętu.

Nad tą kieszenią znajduje się płaska kieszonka zapinana na zamek.

Wewnątrz plecaka na głównej części znajdują się dwie duże kieszenie siatkowe. Dzięki siatce widać znakomicie, co znajduje się w kieszeniach. Na plecach wewnątrz naszyto kieszeń na laptopa lub radio. Antenę można wysunąć z obu stron. Wyjście znajduje się obok głównego uchwytu do przenoszenia plecaka. Cały plecak obszyto taśmami MOLE/PALS, dzięki czemu można do niego dopinać dodatkowe kieszenie organizacyjne, amunicyjne lub manierki. W ten sposób można łatwo powiększyć pojemność plecaka, która i tak jest nie mała i według producenta wynosi 22 litry. Miałem jednak kilka plecaków o pojemności 25 litrów i ten wydaje mi się większy. Może to zaleta rozpinanej komory? Nie wiem. Wiem, że mimo małych gabarytów można do niego, zapakowac naprawdę dużo. Na obecna chwile ten model występuje tylko w kolorze czarnym, ale już widziałem zapowiedzi, że wyjdzie w kamuflażu Multicam. I takiego na pewno sobie sprawie na krótkie „taktyczne” wypady w teren.

Model Rush 12 jest jednym z lepiej zaprojektowanych plecaków, z jakimi się spotkałem.

Nic dziwnego. Model ten jak i cała linia Tactical Nylon została opracowana we współpracy z firmą Viking Tactics prowadzoną przez byłego komandosa Kyle Lamb’a co gwarantuje jakość i zaawansowanie konstrukcji.

 

plecak 5.11 rush 12 plecak 5.11 rush 12 plecak 5.11 rush 12
plecak 5.11 rush 12 plecak 5.11 rush 12 plecak 5.11 rush 12
plecak 5.11 rush 12 plecak 5.11 rush 12 plecak 5.11 rush 12
plecak 5.11 rush 12 plecak 5.11 rush 12 plecak 5.11 rush 12
plecak 5.11 rush 12 plecak 5.11 rush 12

buty tactical trainer 5.11
Autor: admin
Data: 2011-01-15

Tęsknię za wiosną. Lubię zimę i wszystkie aspekty z nią związane, ale ile można? Jak tak sobie marze o wiośnie to jednym z tych moich marzeń jest wrzucenie lekkich bezmembranowych butów na nogi. Ciężkie zimowe buciory zostawię w szafie i będę mógł sobie polatać po lasach w lekkich butach.

A jak lekkie buty to od razu na myśl przychodzą mi moje trainery.

W październiku przeszedłem w nich 50 km i obiecałem, że przybliżę ich konstrukcję i moje refleksje z ich użytkowania.

Model Tactical Trainer po raz pierwszy zobaczyłem na nogach przedstawiciela 5.11 który zawitał do nas na długo przed wprowadzeniem ich do oferty. Jak mówił była to partia próbna i kończyli je testować. W ogóle, jeśli chodzi o testy produktów 5.11 przed wprowadzeniem do sprzedaży to nie wygląda to tak jak w innych firmach. Jest to złożony i strasznie długi proces. A dzieje się tak, dlatego że każdy produkt zostaje wysłany do kilku jednostek policji lub agencji mundurowej w jakimś państwie i tam przechodzi gruntowny test podczas codziennej służby. Byłem kiedyś na szkoleniu przedstawicieli 5.11 i gdy już wychodziliśmy z sali przed wejściem zauważyłem kilku rosłych facetów. Oczywiście z daleka było widać, że panowie z nie jednej lufy proch wąchali i na pewno są na garnuszku jakiś służb. Panowie oczywiście wchodzili do sali, z której my wyszliśmy. Było to zamknięte spotkanie. Jak się później dowiedziałem byli to policjanci z francuskiej jednostki antyterrorystycznej i mieli za zadanie zdać relację z testów wyposażania jakie dostali. Tak właśnie wygląda test przed wprowadzeniem produktu.

Wracając do butów. Od razu oczy mi się zaświeciły jak je ujrzałem. Była to wtedy jedna z pierwszych inicjatyw wypuszczenia taktycznych adidasów przez firmę zajmująca się szyciem sprzętu dla wojska i policji. Buty w założeniach miały być lekkimi butami treningowymi do ćwiczeń i biegów w terenie.

Marzyłem żeby je dorwać.

Jednak musiało minąć trochę czasu, aby mogły zawitać na moich nogach.

Doczekałem się. Wymarzony lekki adidas taktyczny 5.11 zagościł na moich nogach na początku wiosny 2010 roku. I od razu się mocno zdziwiłem. Ależ one miały twardą podeszwę.

Jakoś właśnie organizowaliśmy targi i musiałam stać w nich osiem godzin na stoisku. Przyznam się, że to była katorga dla moich stóp. Wkładka wydawała się twarda jak kamień lub drewno. Normalnie bolały mnie stopy. Po jednym dniu zmieniłem je na wysłużone Advance.

Po targach jednak postanowiłem coś z tym fantem zrobić. Nie możliwe przecież, aby TAKI but nie był wygodny. I rzeczywiście. Po trzech dniach wszystko się unormowało a but okazał się bardzo dobry. Przechodziłem w nich cały sezon i nigdy nie miałem z nimi żadnych problemów. No może po za tym, że sznurówki lubią się same rozwiązywać. Na to jednak też jest sposób. Gdy nasz marsz na 50 kilometrów zbliżał się, zastanawiałem się, jakie buty zabrać. Jako że zapowiadało się ładny i ciepły jesienny dzień to pomyślałem, że można by spróbować jak sprawdzą się trainery podczas takiego zadania. Przecież to prawie 12 godzin marszu. Idealny test obuwia.

Jako że nie do końca byłem przekonany, co do tego czy dam radę w nich przejść tyle kilometrów wprowadziłem w życie plan awaryjny. Do plecaka wrzuciłem też buty, w których biegam. Tak na wszelki wypadek jak by trainery nagle odmówiły współpracy. Jednak po kilku minutach licząc kilogramy i dbając, aby plecak nie był za ciężki podjąłem decyzję że zapasowe buty zostają. Niech się dzieje, co ma się dziać. Czasem i tak trzeba zagrać.

Nieraz zdarzyło mi się rezygnować z wygód na rzecz innych ważnych rzeczy. Tutaj teoretycznie zrezygnowałem z wygody posiadania zapasowych butów na rzecz wagi plecaka. Gdyby jednak okazało się, że buty mnie obcierają lub w jakiś inny sposób uprzykrzają mi marsz to na nic zdałaby się waga plecaka. Umarłbym tam na 32 kilometrze za pewne.

Ale udało się. Przez cały marsz szło mi się dobrze, nie było problemów z podeszwą, ze sznurowaniem i trzymaniem kostki. Jako że po ¾ marszu zacząłem odczuwać zmęczenie nie uważałem już tak jak stawiam stopy. Nic mi się jednak nie stało, więc to dobry znak.

But nadaje się na marsze przełajowe. Czy nadaje się na biegi? Nie jest za lekki. To jednak wysoka konstrukcja w porównani do klasycznych butów trialowych. Jak ktoś jednak lubi takie wysokie adidasy to się nie zawiedzie. But posiada podeszwę vibramową, dzięki czemu nie ściera się ona tak szybko na asfalcie lub skałach. Ale w zimie radze uważać. Ten model podeszwy ma kształt i właściwości dla typowo letnich produktów. Można się mocno poślizgnąć.

But jest przewiewny dzięki zastosowaniu siatki wraz ze skórą zamszową. Powoduje to dobre oddychanie stopy. Ale trzeba też uważać na wilgoć. Wejście takim butem w kałużę może spowodować szybkie zmoczenie skarpety. Gdy jest lato nie ma z tym problemu. Szubko zmoknie i szybko wyschnie. Ale gdy temperatura nie sprzyja można mieć z tym kłopoty.

Buta się szybko zakłada, bo zastosowano system szybkiego sznurowania. Jedynym problemem mogą być sznurówki, które lubia się rozwiązać. Aby tego uniknąć można wiązać je na węzeł płaski a resztę chować do wnętrza lub owijać dwa razy wokół kostki. Jeśli chodzimy po mieście to zwykła kokarda jednak wystarczy.

Czubki butów zostały wzmocnione gumą taka by zapewnić większy komfort stopą i aby but tak się szybko nie niszczył.

Można było wybierać w kolorach butów, bo występowały w czerni i w połączeniu tundry i khaki. Ja wybrałem ten drugi kolor, bo mniej się brudzi i pasuje także do spodni w kamuflażu.

Jestem zadowolonym użytkownikiem. Nosiłem je często na różnych wyjazdach a test na dystansie 50 km pokazał, że to wygodny i dobrze zaprojektowany but.

A na koniec smutna informacja. Tego modelu już praktycznie nie można kupić. Zostały jeszcze jakieś sztuki, ale ten typ nie jest już produkowany. Dlaczego? Nie wiem.

Wiem natomiast, że ma go zastąpić nowy model o tej samej nazwie i podobnym dresingu już w nadchodzące lato.

 

buty tactical trainer 5.11 buty tactical trainer 5.11 buty tactical trainer 5.11
buty tactical trainer 5.11 buty tactical trainer 5.11 buty tactical trainer 5.11
buty tactical trainer 5.11 buty tactical trainer 5.11 buty tactical trainer 5.11
buty tactical trainer 5.11 buty tactical trainer 5.11 buty tactical trainer 5.11