Pozdrowienia z Oregonu
Autor: Grzesiek i Maciek
Data: 2016-08-30

Zawitaliśmy właśnie do Oregonu i piszemy, co u nas.

W Mt. Shasta nie zabawiliśmy zbyt długo. Standardowa już wizyta w supermarkecie, bibliotece, a wieczorem pojawiliśmy się już na „trailheadzie” PCT przy autostradzie międzystanowej nr 5. Powrót na szlak to wędrówka w stronę malowniczych gór Trinity Alps. Góry z początku przypominały nam już dobrze znany krajobraz leśny, który po pewnym czasie zmienił się w mieszany leśno-skalisty. Noc 21/22 sierpnia spędziliśmy na malowniczo położonym „campie” z widokiem na górującą nad okolicą Mt. Shasta.


Autor: Grzesiek i Maciek
Data: 2016-08-09

Ostatnio mieliśmy trochę pecha co do miasteczek i internetu. Nie mieliśmy jak zdać relacji. Poniżej najnowsze wieści co u nas. Już prawie polowa:-)

Naszą ostatnią relację zakończyliśmy w małej miejscowości wypoczynkowej o nazwie Reds Meadows z której planowaliśmy dostać się stopem do miasta o nazwie Mammoth Lake, gdzie planowaliśmy uzupełnić nasze zapasy na kolejne dni. Niestety tym razem nasz urok autostopowiczów nie zadziałał i do ML musieliśmy udać się kursującym tam busem.


Autor: Grzesiek i Maciek
Data: 2016-07-14

Pozdrawiamy z 1500 km szlaku Pacific Crest Trail. My już jesteśmy w Sierra Nevada i tutaj jest przepięknie 🙂 Poniżej relacja z tego co u nas. 

W urokliwym miasteczku o nazwie Lone Pine spędziliśmy dwa bardzo upalne dni (ok. 41 stopni w cieniu). Nocując na campingu oddalonym około 1 mili od centrum, próbowaliśmy poskładać do kupy nagrane relacje foto-wideo. Nie było to łatwe ze względu na brak dostępu do prądu i internetu, stąd przepraszamy za tak skąpą relację z poprzedniego odcinka.  Z Lone Pine na szlak udało nam się dostać „na raty” dzięki kierowcom, którzy zlitowali się nad dwójką hikerów z Polski i zaoferowali nam podwózkę do miejsca o nazwie Horseshoe Meadows.


Autor: Grzesiek i Maciek
Data: 2016-06-27

Opuszczając powoli tereny pustynne Południowej Kalifornii, 10 czerwca dotarliśmy do miasteczka o nazwie Tehachapie oddalonego o około 15 mil od szlaku PCT. Krótko co u nas, bo przez kolejne dwa tygodnie może być problem z internetem…

Głównym celem był „dzień zerowy” połączony z gorącym prysznicem, praniem i uzupełnieniem braków kalorycznych. Po zameldowaniu się na miejscu połączyliśmy się z siecią w celu znalezienia noclegu u jednego z wielu Trail Angeles mieszkających w Tehachapie. Niestety tego dnia nie dopisało nam szczęście, nikt z Aniołów nie odpisał na nasze błagalne prośby. Czekał więc nas nocleg na jednej z dzikich łąk w okolicach głównej krzyżówki miasteczka.