pacific crest trail
Data: 2016-09-23

Miasteczko Bend

Bend to bardzo urokliwe miasto, które zamieszkuje około 80000 obywateli US. Jak na „warunki PCT” jest wiec ono bardzo duże, co bardzo szybko odczuliśmy na własnej skórze. Odległosci pomiędzy naszymi ulubionymi sklepami spożywczymi, biblioteką i „wylotówką” na szlak (trzy strategiczne punkty w każdym mieście i miasteczku) były dosyć spore, co w znacznym stopniu wpłynęło na nasz czas pobytu w tym mieście. Od razu podjęliśmy próbę skontaktowania się z jakimś „aniołem”, jednak na odpowiedź przyszło nam poczekać do wieczora. Wtedy własnie Lian S. odezwała się do nas z propozycją noclegu z ciepłym prysznicem. Po dokonanych zakupach o godzinie 20:00 siedzieliśmy już w ciepłym i pełnym „hikerskiej” atmosfery domu Lian. Jej mąż Jeremy rok temu przeszedł cały szlak PCT a ona towarzyszyła mu przez całą podróż, odwiedzając go w poszczególnych punktach PCT. Od tego czasu, kiedy tylko mogą pomagają takim zbłąkanym hikerom jak my. Następnego dnia rano udaliśmy się do centrum w celu dokonania ostatnich zakupów i odwiedzenia biblioteki. Niestety tego dnia nie udało nam się wydostać z miasta. Próba złapania stopa na wylotówce miasta zakończyła się porażką i w ten sposób na noc utknęliśmy w samym sercu Bend. Gęste zabudowania nie dawały nam szans na znalezienie jakiegoś przytulnego miejsca do rozbicia namiotu, jednak i tym razem sobie poradziliśmy. Gdzie spędziliśmy tę noc, to pozostanie naszą słodką tajemnicą, możemy jednak zdradzić, że mieliśmy świetny widok na zabytkową część miasteczka.

Gościna członków kościoła Adwentystów Dnia Siódmego

Następnego dnia bez większych problemów udało nam się złapać stopa do Elk Lake, oddalonego od szlaku o około 1 km. Otaczający nas krajobraz to w dalszym ciągu gęste lasy i pojawiające się co jakiś czas na widnokręgu przepiękne jeziora. Na drodze do jednego z nich mieliśmy okazję podziwiać w oddali ostre szczyty trzech siostrzanych gór tzw. Three Sisters. Po kilku dniach marszu dotarliśmy do jeziora Big Lake i położonego nad nim campingu. W tym miejscu od dobrych kilku lat hikerzy mogą liczyć na bezgraniczną i życzliwą pomoc członków kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. W ramach tej pomocy oferują oni możliwość przespania się na wygodnym łóżku, prysznic i TRZY POSIŁKI DZIENNIE. Ogół tego dobrobytu na tyle zawrócił nam w głowie, że w tym miejscu postanowiliśmy spędzić bonusowe dwa dni zerowe 🙂

Timberline Lodge i inne atrakcje na drodze do Hoood River

Z pełnymi żołądkami wróciliśmy na szlak żeby przez kolejne dni zmagać się z dosyć ostrymi podejściami pod góry Mt. Jefferson i Mt. Hood. Niestety pogoda zepsuła się na dobre i słońca nie widujemy już za często. Do tego doszły częste opady i bardzo zimny wiatr. Ogólnie klimat jesienno ziomowy w pełni. Obie wspomniane góry to bardzo ciekawe wzniesienia i gdyby nie goniący nas czas, na pewno wspięlibyśmy się na oba szczyty. Pod Mt. Hood spędziliśmy bardzo przyjemny poranek w zabytkowym pensjonacie o nazwie Timberline Lodge, który fanom Stephena Kinga może być dobrze znany z ekranizacji powieści grozy „Lśnienie”. Pobyt w „lodgu” szybko jednak dobiegł końca a na szlaku czekały nas kolejne atrakcje. Jedną z nich był wodospad Ramona Fall, który odwiedziliśmy 21 września wczesnym rankiem. Kolejną był malowniczy szlak o nazwie Eagle Creek wraz z jego wizytówka, czyli tunelem poprowadzonym bezpośrednio pod wodospadem. Punkty te znajdują się w sąsiedztwie szlaku PCT, są one jednak w 100 procentach warte wykonania tego „skoku w bok”. Po zejściu ze szlaku, złapaliśmy stopa do ostatniego punktu w Oregonie, miasteczka Hood River położonego nad rzeką Columbia River. Już jutro powinniśmy znaleźć się w nowym stanie Waszyngton, z którego to odezwiemy się za jakieś kilkanaście dni. Do końca szlaku zostało już naprawdę niewiele.

 



Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *