podwójny trawers gór mackenzie
Data: 2017-09-18

Udało mi się dokonać podwójnego trawersu Gór Mackenzie jako pierwszemu Polakowi i jednemu z nielicznych na świecie.  Co mnie motywowało? Jakiego sprzętu używałem? Co w życiu jest ważne? Zapraszam do finałowej relacji z wyprawy.

Góry Mackenzie otacza surowy posmak przygody. Stanowi nieodłączną część świata nieprzyjaznego, choć pełnego majestatu. Świata, który daje szansę ludziom silnym, twardym, niezłomnym i nieustraszonym: poszukiwaczom złota, myśliwym, Indianom i Eskimosom. Przestrzeń tych stref, wyjąwszy rzadkie  i słabo zaludnione enklawy ludzkich siedzib, stanowi  królestwo pustki, samotności, ciszy, bezruchu i braku życia. Wielkim wrogiem jest zimno. Zimno, którego nie potrafi sobie wyobrazić ten, kto go nie doświadczył. W styczniu temperatura spada poniżej 50 stopni. Lato jest krótkie, trwa zaledwie parę  tygodni.

Od 27 lipca do 8 września przez 44 dni przemierzyłem w stylu sportowym 990 km, z czego 610 km samotnie. Trasa wiodła od indiańskiego miasteczka Ross River do miasteczka Norman Wells nad rzeką Mackenzie. Po trzech dniach odpoczynku w Norman Wells, w trakcie których leczyłem ramiona poranione podczas przeprawy przez dziewicze rejony góry Blue Mountain, powróciłem na szlak wraz z kolegą z Yellowknife- Rupertem Dook. Dotarliśmy  do celu po 16 dniach intensywnego marszu. Dzienny dystans wynosił od 20km do 38km, do stacji myśliwych przy granicy z Yukonem –Mila 222.

Zdecydowałem się na takie długie przejście gdyż rozwiązaniem był specjalnie wykonany wózek, który służył mi do transportu żywności oraz sprzętu. Tym samym nie musiałem organizować  zrzutów żywności z samolotu lub helikoptera na tak dużym i wymagającym  terenie. Większość ludzi tak logistycznie to organizuje. Wędrując samotnie-pierwszy trawers z Ross River do Norman Wells  zrobiłem w 25 dni pokonując 610km. Wybrałem najtrudniejszy wariant przejścia, przez legendarną górę Blue Montain, gdyż tylko to mnie interesowało. Założeniem projektu było najtrudniejsze przejście.

Zarówno mój kolega z Kanady Rupert Dook,  jak i mój  kartograf z którym współpracuję – Adam Wasilewski, namawiali mnie abym szedł doliną. Zdecydowałem się, że idę przez górę, która jest bardzo zdradliwa. Nie ma ścieżek, trzeba było na linie spuszczać plecak w dół w pewnych odcinkach. Przedzierać się przez gesty las i krzaki, często na granicy urwiska.  Jedna pomyłka i można  było spaść 200 metrów w dół. Wędrowałem w deszczu. Łatwo nie było.  Ale  czy w życiu trzeba szukać łatwych dróg? One nigdzie nas nie zaprowadzą.

Dlatego mimo ostrzeżeń, wybrałem trudniejszy wariant. Ponadto to było i jest oryginalne przejście gór Mackenzie. Trasę z Ross River do granicy z Yukonem potraktowałem jako  przygotowanie i rozgrzewkę przed dalszym przejściem gór Mackenzie . Od granicy z  Yukonem zaczęło się prawdziwe zmaganie ze sobą i przyrodą.

Góry Mackenzie

Pierwszy raz  zetknąłem się z  górami Mackenzie  w 2007 roku. Wówczas z powodu złego planowania i głębokiego śniegu oraz kontuzji mojego kolegi Macieja Majerskiego, nie zrealizowałem projektu. W zamian powstał film:

Po 10 latach od tamtego czasu, postanowiłem  zrealizować wielkie przejście. Dlaczego?

Moim celem jest Biegun Południowy. Postanowiłem iść na Biegun od miejsca, gdzie 10 lat temu coś zostało przerwane. Postanowiłem czyścić wszystko na swojej drodze do Bieguna Południowego. Rodzinie powiedziałem – przejdę Góry Mackenzie, idę na Biegun, nie przejdę- rezygnuję z projektu. Teraz wiem, że mam zielone światło na Biegun Południowy.

pontonWracając do przejścia. W trakcie tej wyprawy musiałem „crossować” takie rzeki jak Ekwi River, Twitty River, Little Keele River oraz Carcajou River. Użyłem do tego ultra lekkiego pontonu, sprowadzonego specjalnie na tą wyprawę z USA.  Alpacka ważył zaledwie 3, kg. Z paczuszki o rozmiarach 23×61 cm szybko może zmienić się w wytrzymałą i zwrotną dmuchaną łódkę o długości 221 cm. Niektórzy idą na przejście gór Mackenzie z nadzieją, że los się uśmiechnie i nie zabierają pontonu. Niestety tak też zrobił mój partner. Za co później mnie przepraszał i żałował, że go nie zabrał – tłumaczył to oszczędnością w bagażu – tu każdy dodatkowy kilogram ma znaczenie. W trakcie  powrotnego trawersu, Rupert ‘crossował’ rzekę  Little Keele River. Próbował parę razy. Niestety się nie udawało.  Powiedział mi – Marcin, na mila 36  byli myśliwi, którzy czyścili odcinki Canol. Wracam do nich. Nie dam rady bez pontonu, to był mój błąd, że ciebie nie posłuchałem – powtarzał. Usiedliśmy i szukaliśmy rozwiązania. Wiedziałem, że jak on zrezygnuje, ja zrezygnuję również, bo drugi trawers Canol miał być z partnerem. Ostatecznie namówiłem go aby poszukał płytkich odcinków koryta rzecznego . Po kilku godzinach walki, udało mu się ją przejść. Wcześniej przepłynął rzekę Carcajou wpław, czym mi bardzo zaimponował. Po jego  przejściu nadmuchałem swój ponton i przepłynąłem na drugą stronę, co też nie było łatwe, bo mały ponton na górskiej rzece zachowywał się jak piłka pingpongowa. Mało co się nie wywróciłem na bystrzu klasy 2 plus. W 2016 roku na Little Keele River w trakcie przeprawy utopił się człowiek.

W 2008 roku w trakcie mojego 350km marszu-wówczas zrealizowałem niepełny trawers- rzeka również mnie porwała i ledwo się uratowałem. To jedna z najbardziej zdradliwych rzek w trakcie tego trawersu. Po przejściu samotnie 610 km, miałem tak „dobite” ramiona, że  pielęgniarka w niewielkim ośrodku zdrowia w Norman Wells, odradziła mi pokonanie drugiego trawersu. Wiedziałem, że muszę iść. To było silniejsze ode mnie. Chciałem zrealizować taki sam dystans,  jak na Biegun Północny czyli 960km. Chciałem  sprawdzić jak moja psychika to znosi – ból, cierpienie, wysiłek, samotność. Przeanalizować kwestie techniczne, np. spalanie benzyny itp. Pada często pytanie, jakie miałem buty? Super mocne Hanwag. Jednym z sekretów butów Hanwag jest podwójny szew, stosowany przez zaledwie kilku producentów na całym świecie. Sprawdziły się, zwłaszcza, że 40% marszu przez góry Mackenzie to marsz wodą-korytami rzek.

W eksploracji trzeba  być przewidującym i myślącym jak szachista. Rupert Dook w obecności pielęgniarek przeszedł szybkie szkolenie w opatrywaniu moich ramion, Specjalne maści z antybiotykiem miały wysuszyć rany. Jeszcze kiedy wędrowałem samotnie,  pytał mnie kilka razy  czy  pójdę z nim. Obiecałem mu, więc nie mogłem ,,pęknąć” za sprawą ramion. Dałem słowo. A to ważniejsze niż wszystko inne. Więc to też mnie motywowało na drugi trawers. Było sporo zagrożeń, bo pielęgniarka powiedziała mi – „jeżeli dojdzie do zakażenia krwi, masz 24 godziny na to aby ciebie ściągnąć helikopterem z gór Mackenzie do ośrodka zdrowia, a później do szpitala”. O tym też został poinformowany Marcin Rojek, Polak mieszkający w Norman Wells, u którego zatrzymałem się aby odpocząć. Mimo to, zdecydowałem się na drugie przejście. Obawiałem się tego, bo otarcia w trakcie marszu to czasami ból nie do zniesienia. Przekonał się o tym podczas pierwszego trawersu Antarktydy doświadczony polarnik Borge Ousland. Z tego powodu musiał przerwać wielką ekspedycję. Wówczas pomyślałem-czy Biegun będzie łatwiejszy? Nie, zdecydowanie nie. Trzeba było więc podjąć to wyzwanie w łamaniu zasad i rozsądku. Rupert przygotował mi lepsze szelki. Obkleiliśmy szelki na wysokości moich ramion pianką, tak aby było najmniejsze tarcie w tym miejscu. Dodatkowo Rupert zrobił mi pas na głowę. Dzięki temu miałem częściowo odciążyć ramiona.  Mój plecak ważył 35 kg. W odróżnieniu od kolegi, niosłem dodatkowo ponton, wiosła, trzy nadajniki, tel satelitarny, pudełko na sprzęt elektroniczny, większy namiot itp. Pas, który odciążał częściowo ramiona, zakładałem na  głowę. Niczym Szerpa z Himalajów niosłem plecak. Przez  pierwsze 3 dni stosowałem to rozwiązanie. Pózniej  zaczęły boleć kręgi szyjne, więc zdecydowałem się na rozwiązanie pierwotne. Niemniej, to pomogło w początkowej fazie marszu powrotnego.

Parę słów o eksploracji: Czyli jak rozwiązywać sytuacje?

Amundsen do końca nie mówił, że pójdzie na Biegun Południowy, dopiero u wybrzeży Australii  poinformował świat zachodu faksem o zmianie planów. Jego założeniem miał być Biegun Północny, ale, że został zdobyty przez Roberta Peary (sukces amerykańskiego odkrywcy kwestionowano od samego początku), nie miał motywacji być drugim, wiec wybrał się na Południe. Jednak wiedział, że idzie wyprawa Scotta.. Kiedy  Scott się o tym dowiedział, puściły mu nerwy i powiedział- a to przebiegły łotr…

Inny przykład;  Scott wybiera się na Biegun Południowy z kucykami…… a Amundsen z psami z Grenlandii.  Psy z grubą sierścią  mogą iść w głębokim śniegu,  słabsze psy mogą być zjedzone przez silniejsze… i większa możliwość przetrwania…Sa to przykłady rywalizacji i rozwiazywania róznych logistycznych problemów.

Tutaj w płn Kanadzie to przyroda rządzi, wyznacza kierunek działania. Może się zdarzyć tak, że po 3 dniach opadów deszczu, poziom wód podniesie się na tyle, że nie można crosować rzeki…. i co robić? Czekać?, ryzykować?.. można  próbować przejść, woda może porwać plecak i koniec….

Ta część świata nie lubi myślenia  ,,jakoś tam będzie”…To nie ten region eksploracji. Ziemia Północy lubi ludzi przewidujących, chociaż wszystkiego w  przygodzie nie da się zaplanować. To fakt.

W trakcie wyprawy, a myślę tu o drugim trawersie, odnalazłem swój wózek, który pozostawiłem przy rzece Twitty River. To znacznie przyspieszyło marsz. Moje zdarte ramiona mogły w końcu zacząć się regenerować. Było też spotkanie z niedźwiedziem gryzzli koło rzeki Godlin River. Najdłuższy dystans w trakcie dnia, zrobiliśmy od osady Godlin River do przełęczy Caribu Pass-38km w 12 godzin. Jednocześnie 6 -krotnie „crossowaliśmy” rzekę Ekwi River. Po przejściu tego odcinka, marsz był już zdecydowanie łatwiejszy. 380km pokonaliśmy w  trakcie drugiego trawersu  w 16 dni.

Łącznie przeszedłem 990km plus 10km przeprawy przez rzekę Mackenzie – około 1000km zrealizowanego wyzwania.

Czy warto było?

Zdecydowanie tak. Z wielu powodów.

Głównym jest zamieszanie, jakie powstało po przepłynięciu Amazonki w canoe, za który to wyczyn otrzymałem World Records Guinnes. Chciałbym przy tej okazji wyjasnić, że szefowie WRG w korespondencji ze mną nie zabronili mi powoływać się na to wyróżnienie, a tym bardziej nie kazano mi odsyłać certyfikatu. Zniesiono nawet, wymuszone przez moich wrogów, unieważnienie rekordu, choć w dalszym ciągu są tacy, którzy twierdzą inaczej.  Po amazońskim  sukcesie, kilkoro ludzi nie mogło mi tego darować. Zacne grono, między innymi Piotr Chmieliński, Janusz Janowski z Festiwalu turystycznego „Kolosy”, postanowili mnie upokorzyć za wyraziste poglądy na temat festiwalu, w którym to brałem udział. Najciekawsze jest to, że ci oto ,,profesjonaliści” – jury analizowało wszystkie przesłane przeze mnie materiały i przyznali mi nawet wyróżnienie za wyczyn roku.

Wynikłe kontrowersje nie dotyczyły nawet samego festiwalu, tylko tego, że w 2016 r. miało miejsce nieuczciwe lobbowanie uczestników – wbrew regulaminowi. Nagle, już w trakcie trwania konkursu Kolosów, okazuje się, że przystępują do niego i wygrywają ten konkurs rowerzyści, którzy również przepłynęli Amazonkę, ale skończyli swoją wyprawę tuż przed festiwalem, a było to wówczas wbrew regulaminowi. Warunkiem bezwzględnym przystąpienia do konkursu, było ukończenie wyprawy w roku 2015. Dodatkowo, nie istnieli oni nigdzie w programie festiwalu.

Wyrazem sprzeciwu wobec tych nieprawidłowości, było nie odebranie przez mnie osobiście nagrody, przyznanej mi przez Kapitułę.  Przykre, ale prawdziwe. Każdy kto mnie poznał wie, że czasem płacę wysoką cenę  za swoje wyraziste poglądy, niezgodne ze schematem myślenia większości. Bylem szantażowany, zastraszany przez pisane na zamówienie szkalujące publikacje.

Próbowano mnie zdeptać, upokorzyć i wykluczyć ze środowiska i nie tylko. Próbowano…  Próbowano odebrać mi oficjalny patronat nad moją wyprawą na Biegun Południowy, przyznany przez Polski Komitet Olimpijski. Rozpędzona lokomotywa linczu niszczyła wszystko, co do tej pory zbudowałem. Jednak trzeźwo myśląca i nie opętana żadnymi układami organizacja PKOL, odmówiła  towarzystwu wzajemnej adoracji podróżników zuchwałej nagonki. Cytuję: „(…)nie odbieramy patronatu dla Pana Marcina” , ponadto Prezes PKOL  zdecydowanie odnosi się do insynuacji na mój temat. Cytuję: „ W  skierowanym do PKOL  apelu  są informacje  nierzetelne, wręcz nieprawdziwe.”

Do tej pory organizatorzy apelu nie opublikowali odpowiedzi z PKOL. Dlaczego?

Poparcie PKOL spowodowało, że trzeba czasami iść  na przekór losowi, walczyć. Czasami wbrew wszystkiemu i wszystkim. Tego też mnie nauczyła eksploracja.  To mnie motywowało w wędrówce przez góry Mackenzie. Dzięki tej wyprawie znów, za słowami Jana Pawła II, wypowiedzianymi w Gdańsku w 1987 r., znalazłem swoje Westerplatte.

Każdy z Was, młodzi Przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić, jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć, jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować. Wreszcie, jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte. Utrzymać i obronić, w sobie i wokół siebie, obronić dla siebie i dla innych.

Marcin GienieczkoW trakcie tej  wyprawy schudłem 14 kg. Było to ciężkie wyzwanie, ale teraz wiem że mogę iść dalej. W życiu trzeba iść czasem na przekór losowi, być niezłomnym ,walczyć do ostatniej kropli krwi i potu. Tego się nauczyłem w trakcie tego projektu. To dały mi Góry Mackenzie. Stałem się silniejszy. Żadne ustawione publikacje nie mogą zniszczyć tego, co  budowałem latami. Nie żyjemy w próżni….To co prawdziwe, samo się obroni -powtarzałem.

Zapraszam do przeanalizowania  przejścia: Była to pierwsza wyprawa relacjonowana live przez 3 nadajniki satelitarne, gdzie na bieżąco można było śledzić przebieg marszu . Wielu z Państwa miało taką możliwość.

https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=14Stdy1LG9RUVLpOzUkspu_4wpwk&ll=63.66700745521405%2C-129.71398999999997&z=7

http://www.gienieczko.pl/tracking/canol2017/

http://solo-mackenzie.blog.pl/

Jeszcze raz dziękuję wszystkim za doping i życzliwość. Podziękowania składam zwłaszcza Polskiemu Komitetowi Olimpijskiemu, Panu Prezesowi Andrzejowi Kraśnickiemu, który przesłał mi osobiste gratulacje oraz Panu Henrykowi Urbasiowi, za to, że dzięki tej organizacji miałem możliwość iść dalej.

Gratulacje PKOL

Gratulacje PKOL

Co dalej?

Niebawem praca męska, ale zadaniowa. Przeprowadzam z kapitanem 200-tu metrowy statek tankowiec z Dunkierki do Antwerpii, później startuję w zimowym biegu na orientację na 50 km a nastepnie…cóż…  trawers Grenlandii i dopiero trawers Antarktydy w 100- lecie PKOL. Taki wymiar zadań. Trzeba robić swoje, nie zbaczać z drogi, którą wyznaczyłem 20 lat temu….

Kiedyś zapytałem kolegi,  ks. Janusza Rosłana: Jak mam żyć? Odpowiedź prosta: ,,bądź wierny sobie”. Tak też będę żyć!



Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *